Szczęśliwe bransoletki z Navajo

Dzień 2

Na szczęście udało się przeżyć noc w namiocie i rano obudziłyśmy się w pełnej gotowości aby zdobyć kolejny stan. Jeszcze nie byłyśmy całkiem pewne, gdzie jedziemy, ale zdecydowałyśmy, że naszym kolejnym celem będzie Roswell w Nowym Meksyku. Z nazwą tego stanu na kartce stałyśmy z godzinę i absolutnie nikt się nie zatrzymał, oprócz dwóch mężczyzn na teksańskich rejestracjach. Powiedzieli nam, że idą zjeść obiad i jeśli wrócą i wciąż tu będziemy, to mogą nas wziąć. Tak też się stało.

Raymond i Larry to zapaleni rowerzyści, którzy jeżdżą na niekrótkie wycieczki dosłownie wszędzie. Właśnie wracali z kolejnej przygody i trochę poopowiadali nam o swoim imponującym hobby. Na bagażniku pick-upa wieźli swoje rowery. Wybrali drogę przez Arizonę, w której z każdej strony unosił się dym od pożarów. W pewnym momencie kierowca powiedział, że zatrzymamy się w bardzo ciekawym miejscu. Był to ogromny most zwany Navajo Bridge z niesamowitym widokiem na kanion i rzekę Colorado. Było tak wysoko, że gdy patrzyłam w dół aż kręciło mi się w głowie.

Pewnie wiecie o tym, że przed tym jak Europejczycy przybyli do Ameryki, mieszkali tu ludzie zwani rdzennymi amerykanami. Do dziś istnieje mnóstwo indiańskich plemion. Nawahowie to jedno z największych plemion w Ameryce Północnej i dzięki tej przejażdżce miałyśmy okazję zawitać na terenie ich rezerwatu. Na moście indiańska dziewczyna sprzedawała różne ręcznie robione rzeczy i mężczyźni kupili nam nawahowskie bransoletki, które miały przynosić szczęście. Nosiłyśmy je przez całą resztę naszej podróży. Mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja wrócić i zagłębić się w krainę nawahów.

Kontynuując naszą podróż krajobraz nieco się zmienił i suche kaniony zamieniły się w ogromne pola z niskimi górami. Nasi kierowcy przekonywali, że mogą nas wziąć aż do Texasu, ale uparcie stwierdziłyśmy, że musimy przynajmniej spróbować dojechać do Roswell. Ostatecznie zostawili nas w stolicy Nowego Meksyku – Albuquerque. Dziękujemy za te 800 km!

Tuż po zachodzie słońca udało nam się zatrzymać jeszcze jeden samochód, w którym chłopaki ewidentnie przewozili dużą ilość marihuany. Zostawili nas pod ogromnym sklepem, gdzie rozłożyłyśmy nasze śpiwory i przeżyłyśmy dosyć ciężką noc, na zmianę budząc się gdy jakiś podejrzany samochód podjeżdżał blisko nas…