Po co powstał ten blog?

Cześć.

Nawet nie wiecie ile kosztowało mnie napisanie tego zdania. W końcu się udało i zaczynam.

Zaczynam pisać tego bloga, bo za dużo się podziało, aby nie zostało opowiedziane.

Część z was wie, że ja – Nadka oraz moja przyjaciółka Daria byłyśmy w te wakacje na programie „work&travel” w Santa Cruz w Kaliforni, gdzie pracowałyśmy, poznawałyśmy wspaniałych ludzi, zwiedzałyśmy „okolice” i co najważniejsze spełniłam moje największe marzenie i spróbowałam (nieraz) surfingu. Następnie wybrałyśmy się na miesięcznego tripa: samochodem po zachodnim wybrzeżu, autostopem na drugą stronę Stanów, aż do Miami, aby zakończyć go przejazdem wypożyczonym za ostatnie pieniądze autem do NY.

Działo się tyle, że muszę to opisać, szczególnie dla Nas, Daria. Na wyjeździe zafundowałam też sobie aparat Canon T5i, z którym dopiero zaczynam moją przygodę, więc chociaż w jakimś stopniu spróbuję przybliżyć wam miejsca, które zobaczyłyśmy.

Nie będę opisywać tu jak to zrobić, aby wyjechać na program, wyciętej z wikipedii historii o każdym mieście, czy parku narodowym, praktycznych porad jak zwiedzać Stany, więc jeśli chcesz poszukać gotowca zwiedzania danego miejsca, przenieś się proszę na inny blog. O czym więc będę pisać? O moich własnych wrażeniach, przemyśleniach oraz naszych niecodziennych przygodach. Trochę ich było, więc możesz się zanudzić, lecz nikt nie każe Ci tego czytać. A może zaczerpniesz chociaż cień inspiracji…

Ach więc, niech będzie- to oficjalne zaproszenie do naszego amerykańskiego świata, w którym żyłyśmy 3 i pół miesiąca, lecz nasze serca zostaną tam na zawsze. Miłej lektury!