West Cliff Drive

West Cliff to długa ulica przebiegająca wzdłuż przepięknego wybrzeża zachodniej części Santa Cruz, którą miałam przyjemność przejeżdżać prawie codziennie moim oldschoolowym cruiserem z jednej do drugiej pracy. Dzielnica jest czysta, spokojna, bardziej bogata i raczej bezpieczna. Przy wielkich i oryginalnych domach stoją zaparkowane typowe, amerykańskie pickup-y. Ogródki są zadbane i pełne przeróżnych akcesoriów.

Jednym z najpiękniejszych miejsc w tej okolicy, według mnie, jest uliczka zwana Woodrow, po środku której biegnie długi, wąski ogródek pełen kolorowych kwiatów. Na jej końcu wyłania się zapierający dech w piersiach widok na ocean. Podczas jednej z przejażdżek rowerem, gdy miałam czas porobić kilka zdjęć, znalazłam na chodniku małą budkę pełną książek będącą mini biblioteczką. Lokalsi wkładali tam swoje książki, aby wyciągnąć jedną, przeczytać i oddać z powrotem.

img_1481Po tej pięknej ulicy West Cliff przechadza się mnóstwo ludzi z psami, biegaczy bardziej i mniej zaawansowanych, a także grupki mamusiek z wózkami, które również truchtają! Wszyscy są uśmiechnięci i serdecznie się pozdrawiają. Tam na skałach para się relaksuje, opodal dziadek gapi się w ocean. Siedzi na jednej z wielu ławek ku pamięci zmarłym, które znajdują się wzdłuż wybrzeża, i nie tylko, bowiem rozrzucone są po całym mieście. Kiedy oglądałam zachód ze słynnego molo, wstając z ławki odkryłam na niej wygrawerowane imiona i nazwiska. Wszystkie ławeczki są zwrócone w kierunku oceanu.

Na moim wymarzonym spocie Steamer Lane jak zwykle poruszenie. Przez ogrodzenie przeskakuje grupa ludzi w piankach z deskami surfingowymi. Obok ludzie podziwiają profesjonalnych (i nie tylko) surferów w akcji, można też znaleźć kilka ogromnych makro obiektywów w rękach lokalnych fotografów, śledzących tych na fali. Sama dużo chwil tu spędziłam, zapominając o tym, że czas upływa, gapiłam się na niemałe fale, aby jako początkująca surferka uczyć się także z obserwacji. Po co odpalać filmiki, kiedy surf spot dla prosów jest pod moim nosem.

Zaraz obok schodów prowadzących do wody, znajduję się kolejny „pomnik” ku czci zmarłym surferom. Przybite do ogrodzenia drewniane deseczki z różnymi inicjałami i inspirującymi słowami, zostały zrobione przez rodziny i przyjaciół tych odważnych ludzi. Wiszą na nich kwiaty, na ziemi palą się znicze. Czytając nazwiska i patrząc na tych w wodzie w oddali, ciężko nie pomyśleć sobie, jak wiele ryzykują. Ale oni po prostu to kochają. Kawałek dalej stoi pomnik mężczyzny na podwyższeniu z deską za plecami, zadedykowany wszystkim surferom: przeszłym, teraźniejszym i przyszłym.

Niedaleko znajduje się też muzeum, z wystawionymi bardzo starymi deskami, fotografiami i informacjami o historii surfingu w Santa Cruz oraz na Hawajach. Za nim mieści się latarnia ku czci zmarłego surfera o imieniu Mark Abbott. To właśnie obok niej poznałam 40 letniego ziomala Mike’a – mojego kalifornijskiego przewodnika, nauczyciela, instruktora i przyjaciela.

Ale zacznę od początku, bo to właśnie na tej magicznej ulicy wszystko się zaczęło…

> KOLEJNY POST