Yosemite

Mimo tego, że codziennie ciężko pracowałam i często nie miałam siły rano wstać (przez co delikatnie spóźniałam się do pracy…), to nie zniechęciło nas aby w wolne dni gdzieś się ruszyć, a nie zamulać na plaży pod domem. Kolejnym miejscem na naszej liście był Yosemite National Park, znajdujący się również w Kalifornii. Na miejscu był już Jason z kolegami, a my z ekipą z mojej pracy dołączyliśmy do nich na 2 dni. Podróż zajęła około 4 godziny i im dalej jechaliśmy, tym cieplej się robiło. Pierwszy raz ujrzałam na termometrze liczbę 100 stopni (Fahrenheita), co daje około 37 stopni Celsjusza.


Gdy wjechaliśmy na teren parku, dookoła pojawiły się charakterystyczne dla tego miejsca wielkie, szare skały. Tego dnia nie wybieraliśmy się na żadną wycieczkę, tylko relaksowaliśmy się nad rzeczką koło kempingu. Ludzie, którzy na nim pracowali ewidentnie robili to z pasji i na każdym kroku ostrzegali nas przed zostawianiem jedzenia na wierzchu, z powodu ataków niedźwiedzi. Przy każdym spocie znajdowały się ciężkie, metalowe, szczelnie zamykane szafki na prowiant, a w ubikacjach zdjęcia zniszczeń, które wyrządziły zwierzaki (np. wyrwany fotel z samochodu!). Tego wieczoru pierwszy raz bawiłam się na aparacie długim czasem naświetlania oraz nowym obiektywem 50mm f/1.8


Następnego dnia z samego rana ruszyliśmy na wędrówkę. Po parku jeździ specjalny autobus, który zawozi turystów możliwie najbliżej danego szlaku. My wybraliśmy tzw. „Mist trail”. Znajdował się niedaleko naszego kempingu, postanowiliśmy więc od początku iść z buta. Ludzi było mnóstwo – od dzieci w nosidełkach rodziców, po dziadków, którzy mieli formę nie gorszą, niż my razem wzięci. Trasa nie była ciężka, ale męcząca, ciągle pod górkę. Na początku, przez las, później między skałkami, często zabezpieczona. Im dalej szliśmy, tym więcej fascynujących rzeczy się pojawiało – ogromne skały w oddali, księżyc na horyzoncie (mimo słonecznego dnia), aż w końcu zobaczyłam coś czego nigdy w życiu nie widziałam – piękny, wielki, przejrzysty wodospad. Kiedy dotarliśmy do miejsca, z którego był najlepiej widoczny, zauważyłam, że w kotle eworsyjnym (tj. basen do którego wpada wodospad) tworzy się kolorowa tęcza. Podbiegłam do moich kompanów, również oczarowanych niesamowitych widokiem i krzyknęłam:
-Co wy robicie? Chodźcie! CHODŹCIE! Musimy tam wskoczyć!! – więc cała nasza banda tj. Dario&Daria, Justin (Timberlake), Jason (Derulo), Nickie (Minaj), Elvis (Presley) i Natalie (Portman) zaczęła biec w dół.

Zejście do wodospadu Vernal w biegu zajęło nam parę minut. Mnóstwo osób robiło sobie zdjęcia, dwie, może trzy osoby wskakiwały do wody. Po drodze zostawiłam wszystkie ciuchy na kamieniach, kompletnie zapominając o stroju kąpielowym w plecaku. Liczyło się tylko to, żeby już tam być… Dawno nie czułam tyle adrenaliny i nawet nie pomyślałam o tym, że woda może być wyjątkowo zimna. I tak znalazłam się na szczycie skarpy, gotowa do tego szalonego ruchu(haha), bo szczerze mówiąc zawsze bałam się skoków do wody z wysokości. Złapałam przestraszonego Elvisa za rękę i wskoczyliśmy na 1,2,3!


Kiedy byłam pod wodą, świat się zatrzymał. Głośny wodospad uderzający o wodę ucichł i na chwilę przestałam istnieć. Potem już tylko zimno, krzyk i walka, żeby jak najszybciej dopłynąć do brzegu. Skoczyliśmy*  jeszcze raz z kamerką – filmik czeka na was pod koniec postu.

Pobujaliśmy się jeszcze dookoła wodospadu przez godzinkę, robiąc fotki, jedząc lunch i gadając o tym, że dla takich chwil się żyje. Następnie ruszyliśmy dalej, zaliczając kilka ciekawych miejsc i osiedliśmy już do końca przy jeziorku z pięknym widokiem w oddali. Ten dzień mogę śmiało zaliczyć do mojej top 10.

*Jestem świadoma tego, że pływanie w jakichkolwiek zbiornikach wodnych w parkach narodowych jest zabronione, proszę mnie nie osądzać, bo było warto.


Żałuję, że spędziliśmy tam tylko jedną noc, bowiem to miejsce z pewnością skrywa jeszcze więcej cudownych szlaków, których widok zapiera dech w piersiach. Jeśli będę jeszcze kiedyś w Kalifornii, na pewno wrócę do tego parku i serdecznie go wszystkim polecam!

> KOLEJNY POST

Na koniec wstawiam krótki filmik opisujący nasz trip, który skleiłam z nagrywek Nikolki:

Yosemite National Park 2016